Serial „Heweliusz” to nie tylko ciekawy projekt z perspektywy operatorskiej, ale też kaskaderskiej. A tu przygotowania były szczególnie intensywne. O ich zakresie rozmawiamy z kaskaderem-koordynatorem Maciejem Andrzeją Maciejewskim.
Jak trafiłeś na plan serialu „Heweliusz”?
Na plan serialu „Heweliusz” trafiłem na wspólne zaproszenie producentki Anny Kempińskiej i reżyserii Jana Holoubka. To spotkanie przy „Heweliuszu” nie było pierwszym naszym wspólnym spotkaniem. Spotkaliśmy się już w tym zestawie w serialu „Wielka woda”, ale również współpracowałem z Janem Holubkiem przy wszystkich jego serialach oraz filmach fabularnych, tak i przy kilku projektach z innymi reżyserami, ale produkowanymi przez Annę Kempińską. Więc znamy się już trochę, darzymy się sympatią i zaufaniem, w związku z tym ta propozycja „Heweliusza”, którą dostałem, później się okazało, była jedną z najbardziej wyjątkowych w moim całym dorobku zawodowym.
Czy w ramach swojej wcześniejszej pracy miałeś podobne również doświadczenia pracy przy scenach wodnych?
Pewnych drobnych elementów związanych z wodą, drobnych oczywiście przyrównując to do projektu „Heweliusz”, w ciągu mojego dorobku zawodowego było wiele, trudno nawet przytoczyć tytuły. W każdym większym projekcie mieliśmy sceny pracy w wodzie – czy to w naturalnym akwenie, jeziorze, morzu czy rzece. Zdarzały się też baseny. Myślę, że jednym z pierwszych trudniejszych wyzwań, jakie postawiła przede mną branża, była realizacja scen do filmu fabularnego „Tatarak” w reżyserii Andrzeja Wajdy.
…
Pełny artykuł znajdziesz w wydaniu Film&TV Kamera 1/2026.
















