W epoce kina niemego Max Linder był międzynarodową gwiazdą, inspirując samego Charliego Chaplina. Wystąpił w ponad trzystu filmach i wprowadził do kina nowy koncept – powracającego bohatera, którego publiczność mogła śledzić z produkcji na produkcję. A jednak zniknął z kart historii i ze świadomości widzów. Dlaczego? Odpowiedź próbuje dać mockument Edwarda Porembnego „Życie i śmierci Maxa Lindera”.
Czemu świat o nim zupełnie zapomniał? Max Linder był przecież jedną z najjaśniejszych postaci kina niemego – elegancki, błyskotliwy i uwielbiany przez tłumy. A jednak ten idol swojej epoki niemal całkowicie zniknął z pamięci widzów.
Stało się tak po tym, jak 1 listopada 1925 roku świat zszokowała wiadomość o jego podwójnym samobójstwie z młodą żoną, NineUe. Okoliczności tragedii do dziś pozostają niejasne, a życiorys artysty przypomina historię, którą ktoś celowo próbował wymazać z kart kina.
Tytuł filmu nie jest metaforą. Max Linder kilkakrotnie cudem uniknął śmierci – podczas wojny, na planie filmowym i w życiu prywatnym. Każdy z tych epizodów pozostawił ślad nie tylko w jego psychice, lecz także i w jego twórczości. Film prowadzi widza przez miejsca, które kształtowały artystę m.in.: Francję, Hiszpanię, Polskę, Rosję i Stany Zjednoczone. Wiele materiałów archiwalnych, odnalezionych w tych krajach, nigdy wcześniej nie było pokazywanych w kinach.
„Życie i śmierci Maxa Lindera” to nie klasyczna biografia, lecz prawdziwie filmowe śledztwo. Kamera, zamiast narratora, prowadzi widza przez kolejne tropy, dokumenty i wspomnienia, odsłaniając narodziny fenomenu sławy, która potrafi zarówno wynosić na piedestał, jak i niszczyć.
Zaskakuje także forma filmu. Choć powstał dziś, wygląda jak produkcja sprzed stulecia. Twórcy wykorzystali między innymi oryginalną kamerę 35 mm z lat 20., dawną optykę i odrestaurowaną taśmę, a współczesne ujęcia przetworzyli za pomocą sztucznej inteligencji. Muzykę do filmu skomponował nominowany do Oscara Reinhardt Wagner, a nagrania zrealizowano w Narodowej Filharmonii Bałtyckiej, co nadaje całości brzmienie, które równie mocno zakorzenia film w epoce, jak i przenosi go w wymiar niezwykłego, współczesnego spektaklu. Obraz przypomina materiał odnaleziony w zapomnianym archiwum, a granica między przeszłością a teraźniejszością niemal zanika.
Prace nad filmem trwały osiem lat. Kluczowe okazały się prywatne zbiory Maud Linder, córki artysty, która przez całe życie walczyła o ocalenie pamięci o ojcu. Dopiero one ujawniły najbardziej niepokojący element tej historii: po śmierci Maxa jego filmy trafiły do brata, który z zazdrości zakopał taśmy w ogrodzie, pozbawiając świat dorobku człowieka, który stworzył fundamenty filmowej komedii.
Twórca Edward Porembny – to scenarzysta, reżyser i producent filmowy, który pracuje w trzech kulturach – polskiej, francuskiej i angielskiej. We Francji ukończył studia filmowe, a później pracował w Londynie, realizując filmy i seriale z najważniejszymi stacjami telewizyjnymi. W Warszawie założył firmę AMP Polska, specjalizującą się w międzynarodowych koprodukcjach, łącząc wrażliwość społeczną i historyczną z nowoczesnymi technologiami obrazu.
Reżyser wspomina prace przy filmie: „Kiedy dowiedziałem się, że filmy Maxa zakopano w ziemi – wraz z jego pamięcią – obiecałem sobie, że zrobię wszystko, aby to zmienić”.
Film o Linderze, to również opowieść o tym, jak łatwo historia może kogoś pochłonąć i jak wiele trzeba, by ją odzyskać. To film o sławie, która kosztuje więcej, niż ktokolwiek potrafi przewidzieć, oraz o człowieku, którego życie było spektaklem bez możliwości zejścia za kulisy.
Film został zrealizowany jako międzynarodowa koprodukcja Polski, Francji i Stanów Zjednoczonych. Za realizację odpowiada AMP Polska. Obraz trafia do kin 16 stycznia.














