Wersja do wydrukuSend by emailWersja PDF

Utrzymać dobry czas

Agata Drogowska. Fot. Przemysław Kaczmarek
Agata Drogowska. Fot. Przemysław Kaczmarek
Agata Drogowska i Michał Oleszczyk z plakatem Polish Women in Film w 2014 r. Fot
Polish Women in Film – 2014 r. z udziałem polskich twórców. Fot. Jim Manley
Agata Drogowska. Fot. Przemysław Kaczmarek
4 stycznia 2016

Oscarowy sukces „Idy” uświadomił nam, że o powodzeniu polskiego filmu zagranicą decyduje wiele czynników. Oprócz, niezaprzeczalnie, walorów artystycznych, ważne są: odpowiednia promocja i dystrybucja. Zagadnienia te poruszane były podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. O ich znaczeniu świadczy aktywność Polaków, którzy wspierają nasze produkcje na kontynencie amerykańskim.

 

Jednym z przejawów tej aktywności są pokazy polskich filmów w sekcji Polish Woman in Film, które w Nowym Jorku organizuje Polka, Agata Drogowska. Jesienne, niedawno zakończone prezentacje stały się pretekstem do rozmowy z organizatorką.

 

Ubiegłoroczna, wielowymiarowa promocja „Idy” na kontynencie amerykańskim przyczyniła się do sukcesu polskiej produkcji. W tym roku zapewne również masz plany związane z promocją naszych filmów w okresie przedoscarowym…

Co roku zapraszamy polskich reżyserów i ich filmy na pokazy w Stanach Zjednoczonych. Niebawem, w ramach promocji oscarowej będziemy np. przygotowywać w nowojorskim Museum of Modern Art (MoMA) pokazy filmu „Mów mi Marianna”. Dzięki temu będziemy mogli lepiej poznać reakcję amerykańskiej publiczności i zdecydować o dalszych działaniach promocyjnych. Film Karoliny Bielawskiej pokazywany był i nagradzany na wielu europejskich festiwalach, a jego amerykańska premiera odbywa się na Festiwalu Polskich Filmów w Chicago (7–22 listopada).

Innym tytułem, który wspieramy w ramach przedoscarowej promocji jest „Superjednostka” w reż. Teresy Czepiec. Film otrzymał nagrodę dla najlepszego krótkometrażowego dokumentu na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych „It’s All True” w Brazylii, a zwycięzcy tego festiwalu automatycznie trafiają na listę, z której wybierane są produkcje nominowane do Oscarów w kategorii Najlepszego Dokumentu Krótkometrażowego. Pierwsze działania promocyjne związane z tym filmem prowadziliśmy w Nowym Jorku, a teraz promocja kontynuowana jest w Los Angeles.

Oprócz mnie promocją polskiego filmu zajmują się również inne osoby i instytucje, np. Polish Culture Institut, który współpracuje z MoMA oraz osoby prywatne.

 

Podejmowane działania dalece wykraczają poza aktywność związaną z ceremonią oscarową…

Podejmujemy różnoraką aktywność; niektóre filmy prowadzimy kompleksowo, inne – jak np. obraz Teresy Czepiec – wspieramy na pewnym etapie, a później trafiają one do instytucji w kolejnych amerykańskich miastach.

W ostatnim czasie przygotowywaliśmy np. zamkniętą premierę filmu „Karski i władcy ludzkości" Sławomira Grünberga. Interesowało nas jak film, odwołujący się do polskiej historii zostanie odczytany przez amerykańską publiczność. Twórcy tej produkcji aktywnie działają też we własnym zakresie, a film w Stanach

bardzo się podoba.

Najważniejsze – w mojej opinii – jest to, aby w świadomości widzów jak najdłużej zatrzymać dobry czas, sprzyjający promocji polskich filmów, zapoczątkowany sukcesem „Idy” i pokazami oscarowymi pozostałych nominowanych tytułów.

 

Jedną z form wsparcia polskiego kina są prezentacje w ramach sekcji Polish Woman in Film. Jaka jest idea tych prezentacji?

Przeglądy Polish Woman in Film organizowane są co roku; ostatnia edycja odbyła się w dniach 5–8 listopada 2015 r. Za każdym razem zapraszamy coraz więcej kobiet, bo też coraz więcej reżyserek robi dobre filmy. Na pokazy składają się zarówno filmy archiwalne, jak i – przynajmniej w połowie – aktualne produkcje.

W ramach Polish Woman in Film pokazujemy różnorodne filmy; zarówno te, które cieszą się dużą popularnością, jak i mniej znane tytuły. Włączamy zarówno filmy realizowane przez kobiety, jak i kręcone przez mężczyzn, ale takie, w których to aktorki kreują główne role.

Dlatego na przykład w przeglądzie obok produkcji Moniki Pawluczuk pt. „Kiedy będę ptakiem” znalazła się „Noc Walpurgi” Marcina Bortkiewicza. Pokazywaliśmy też 10-minutowy dokument o Ewie Rubinstein, córce łódzkiego pianisty.

Jeden dzień w ramach projektu Polish Woman in Film poświęcony był Elżbiecie Czyżewskiej. Pokazaliśmy m.in. filmy: „Aktorka”, i „Wszystko na sprzedaż”, ale ze względów finansowych nie udało się zaprezentować wszystkich tytułów z jej udziałem.

 

Jakie filmy mają największe szanse, a na jakim trudno będzie zaistnieć na rynku amerykańskim?

Film powinien być uniwersalny, bo tylko wtedy będzie zrozumiały na świecie. Dobrym przykładem jest „Joanna” w reż. Anety Kopacz. Produkcja Wajda Studio osiągnęła bardzo dużo w kategorii krótkometrażowych filmów dokumentalnych nominowanych do poprzedniej edycji nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Przegrała tylko z filmem Ellen Goosenberg Kent i Dany Perry – „Crisis Hotline: Veterans Press 1". Problem weteranów wojennych, który podejmuje ten film jest aktualnie jednym z najważniejszych w Stanach Zjednoczonych. Decyzja akademików nie była więc zaskoczeniem, ale film Anety Kopacz bardzo się podobał.

Amerykańscy odbiorcy cenią filmy Krzysztofa Kieślowskiego, a twórczość tego reżysera jest tu dobrze znana. Podobnie jak filmy Wojciecha Jerzego Hasa, które zawierają czytelny, uniwersalny przekaz.

Natomiast filmy, których twórcy podejmują tematy lokalne albo zagadnienia nawiązujące do polskiej historii, nieznanej szerzej w świecie, mają w Stanach niską frekwencję, ponieważ są niezrozumiałe dla Amerykanów. Dlatego zadaniem twórców – jeśli chcą promować swoje filmy na kontynencie amerykańskim – jest znalezienie takiego języka, który będzie czytelny dla odbiorców na całym świecie. Języka, w którym znaczącej roli nie odgrywają symbole narodowe ani historia nieznana odbiorcy na drugiej półkuli. Jeśli zaś chcielibyśmy promować film historyczny, warto poprzedzić pokaz specjalnym wprowadzeniem czy wyjaśnieniem podejmowanych zagadnień. Aczkolwiek w Stanach bardzo „modne” są teraz filmy nawiązujące do II wojny światowej. Sama organizowałam dwukrotnie pokazy „Miasta 44” w reż. Jana Komasy i film bardzo podobał się amerykańskiej publiczności.

Bardzo „modne” w Stanach jest także pokazywanie nieskończonych filmów. Takie pokazy organizował np. Sławomir Grünberg przygotowując produkcję o Karskim. Ponieważ robił dokument historyczny odwołujący się do konkretnych czasów i sytuacji, chciał wcześniej sprawdzić, na jakie zabiegi formalne może sobie pozwolić, aby film był czytelny dla widzów.

 

Cały artykuł można przeczytać w wydaniu 4/2015 „Film&TV Kamera. Magazyn do nabycia za pośrednictwem Kiosku. Zapraszamy!

Rozmawiała Jolanta Tokarczyk